Nie udało się piłkarzom Zagłębia sprawić niespodzianki i wywieść chociażby punktu z boiska Dyskoboli, która jako jedyna w lidze nie straciła do tej pory punktów.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla gospodarzy, którzy już w 13 minucie objęli prowadzenie. Po rzucie rożnym i dośrodkowaniu Mili najwyżej do piłki wyskoczył Ivica Kriżanac i strzałem głową umieścił piłkę w siatce bezradnego Szmatuły.
Nie zrażeni takim obrotem wydarzeń lubinianie co raz odważniej atakowali bramkę Przyrowskiego. Wraz z upływem czasu lubinianie grali co raz lepiej co przyniosło efekt w 34 minucie, kiedy to Łobodziński doprowadził do wyrównania. Wprowadzony kilkadziesiąt sekund wcześniej, za kontuzjowanego Kalouska, Pach zdecydował się na strzał z dystansu lecz trafił w stojącego na linii pola karnego Łobodzińskiego, który przytomnie opanował piłkę i w sytuacji "sam na sam" z Przyrowskim nie dał golkiperowi miejscowych najmniejszy szans.
Lubinianie nie ograniczali się tylko do obrony korzystnego rezultatu. Co chwilę starali się niepokoić bramkę gospodarzy a najlepszą sytuację wypracowali sobie w 52 minucie kiedy to po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na bramkę Przyrowskiego strzelał głową Kłos, jednak golkiper miejscowych nie dał się zaskoczyć i instynktownie przeniósł piłkę tuż nad poprzeczką. Kilka minut później główka Nicińskiego minimalnie minęła bramkę Przyrowskiego.
W odpowiedzi na bramkę Zagłębia szarżował wprowadzony po przerwie Sikora, jednak Szmatuła zdołał powstrzymać napastnika gospdoarzy wybijając w ostatniej chwili piłkę. Po tym zagraniu kibice Dyskoboli głośno domagali się rzutu karnego, jednak ich wątpliwości rozwiał po meczu sam Sikora, który przyznał, że lubiński bramkarz był minimalnie szybszy od niego i o rzucie karnym nie mogło być mowy.
Lubinianie nie zwalniali tempa i w dalszym ciągu nacierali na bramkę gospodarzy. Przyrowskiego strzałami z dystansu starali się zaskoczyć Łobodziński z Pachem jednak za każdym razem dobrze interweniował bramkarz Dyskoboli lub piłka minimalnie mijała bramkę gospodarzy.
Losy meczu rozstrzygnęły się w końcówce spotkania. W 81 minucie na listę strzelców ponownie wpisał się Kriżanac, który podobnie jak miało to miejsce w 13 minucie wykorzystał dośrodkowanie Mili z rogu i głową skierował piłkę do siatki. Po utracie drugiej bramki lubinianie chcąc odrobić straty jeszcze odważniej ruszyli do ataku co wykorzystali rywale, którzy już w doliczonym czasie gry zdobyli trzecią bramkę. Po szybkiej kontrze Mynar wstrzelił piłkę w pole karne gdzie Marcin Zając efektowną piętką zupełnie zaskoczył Szmatułę i zdobył trzecią bramkę dla swojego zespołu.
Drażen BešekTo był dla nas nerwowy mecz. Groclin wygrał, bo pokazał bardziej zdyscyplinowaną grę. Gdybyśmy przy stanie 1:1 wykorzystali choć jedną sytuację bramkową, którą sobie stworzyliśmy, wywieźlibyśmy z Grodziska punkty.
Kazałem piłkarzom uważać na stałe fragmenty, bo Kriżanac potrafi się świetnie włączyć do akcji przy rzutach rożnych. Przy pierwszym golu miał go pilnować Żytko, a przy drugim Pokorny. Jednak nie obwiniam ich za stratę bramek, bo Ivica ma takie warunki fizyczne i wyczucie, że potrafi oszukać każdego.
Kriżanac grał w Chorwacji jako bardzo młody zawodnik, teraz pracuje na swoje nazwisko tutaj. Szkoda, że trener naszej reprezentacji nie widzi, jak Ivica gra w Polsce. Dam znać selekcjonerowi, by zwrócił uwagę na Kriżanaca.
Duszan RadolskyW pierwszej połowie nie graliśmy zbyt dobrze. Kaczmarczyka zdjąłem w przerwie, bo założyliśmy sobie, że będziemy grać prostopadłymi podaniami, a to nam nie wychodziło. Zwycięstwo w tym meczu zawdzięczamy temu, że zażarcie o nie walczyliśmy. Nie zawsze wychodziło, ale mobilizacja była ogromna.